𝖶𝗒𝗇𝗂𝗄 𝗌𝗉𝗈𝗋𝗍𝗈𝗐𝗒 𝗇𝖺 𝖻𝗈𝗂𝗌𝗄𝗎 𝗃𝖺𝗄𝗈 𝗆𝗈𝖽𝖾𝗅 𝖻𝗂𝗓𝗇𝖾𝗌𝗈𝗐𝗒
Czy wynik sportowy to jedyny (i ryzykowny) model biznesowy polskich klubów sportowych?


Zacznę przewrotnie, od cytatu z "Futbonomii" Kupera i Szymańskiego: "Przedsiębiorcy, którzy angażują się w piłkę nożną, również popełniają te same błędy. Kupują kluby, obiecując prowadzić je "jak biznes", a po kilku sezonach znikają wśród powszechnych drwin, tak samo jak wielu ich poprzedników. (...) W tym sporcie jest pełno pustych frazesów, takich jak "Futbol to wielki biznes"(...)."
No właśnie – "wielki" dla kogo i pod jakim warunkiem? 🤔
Przeglądając sprawozdania finansowe klubów Ekstraklasy, w oczy rzuca się niska dywersyfikacja przychodów. Fundamenty to: prawa TV, sponsorzy, bilety/karnety i transfery. Co je wszystkie łączy? Są to przychody zmienne. Dobitnie podsumowuje to fragment sprawozdania Rakowa Częstochowa: "Wysokość osiąganych przychodów wprost jest uzależniona od poziomu rozgrywkowego, w którym uczestniczy drużyna klubu, a także w szczególności od rezultatów osiągniętych na arenie europejskiej. Przekłada się to także na zainteresowanie sponsorów i kibiców."
Tu leży sedno problemu 🎯 Są wyniki sportowe - jest kasa. Nie ma wyników - spirala zadłużenia rusza. Z biznesowego punktu widzenia to szaleństwo. Mamy 18 klubów w Ekstraklasie, ale tylko kilka miejsc "płatnych" wysoko. Spadek do 1. Ligi to często redukcja przychodów o 70%, przy utrzymaniu kosztów stałych (obiekty, kontrakty) na starym poziomie.
Czy prowadząc biznes tak wysokiego ryzyka, kluby nie powinny szukać stabilizacji finansowe poza boiskiem?
Na zachodzie Europy stadion to fabryka, która pracuje 365 dni w roku, a nie tylko przez 17-20 dni meczowych. Eventy, konferencje, wynajem powierzchni komercyjnych, coworking - to poduszka finansowa, która ratuje budżet, gdy piłkarze mają słabszy sezon.
Czasami w rozmowach zdarzało mi się słyszeć: "Klub ma się zajmować graniem, a nie koncertami". Błąd. Klub ma się zajmować budowaniem stabilności, żeby móc grać ⚽
Niestety, tu zderzamy się z polską specyfiką - kluby prawie nigdzie nie są operatorami stadionów. W większości są tylko najemcami miejskich obiektów z ograniczonymi prawami do komercjalizacji obiektu. Dopóki nie rozdzielimy "własności" od "operowania biznesem", polskie kluby będą zakładnikami pozycji w tabeli Ekstraklasy.
Ile polskich klubów faktycznie zarabia na swoim "domu" 🏟️ w dni niemeczowe?
