Genialny ruch biznesowy Sunderlandu, który zdobył moje serce

Serce fana Elvisa!

7/2/20262 min read

Ale odkładając na chwilę moje emocje - współpraca Sunderland AFC, hummel i Elvis Presley Estate to jeden z ciekawszych przykładów tego, jak dziś powinno się myśleć o partnerstwach w sporcie.

Nie jako o „ekspozycji logo”.
Nie jako o kolejnym dropie koszulki.
Nie jako o przypadkowym połączeniu piłki nożnej z muzyką.

Tylko jako o wydobyciu emocji, która już żyła w klubie, na stadionie i wśród kibiców.

Bo tutaj najważniejsze nie jest to, że Elvis jest globalną ikoną. Najważniejsze jest to, że „Can’t Help Falling in Love” od lat funkcjonuje w kulturze Sunderlandu jako jeden z klubowych hymnów.

Najpierw była emocja. Dopiero potem powstał produkt.
I to jest właśnie piękne w tym projekcie!

Sunderland nie „dokleił” sobie Elvisa do koszulki, żeby zrobić zasięg. Sunderland wziął coś autentycznego z własnej społeczności i nadał temu nową formę: sportową, modową, kolekcjonerską, contentową i biznesową.

Koszulka staje się tu czymś więcej niż strojem meczowym. Jest nośnikiem historii. Jest pomostem między klubem, kibicami, muzyką, kulturą, USA, kolekcjonerami koszulek i fanami Elvisa na całym świecie.

A biznesowo?

Tu są dwa ruchy, które szczególnie mi się podobają.
1️⃣ Koszulki mają być sprzedawane w Graceland.
Czyli Sunderland wychodzi ze swoim produktem poza klasyczny club store, poza własny e-commerce i poza typowy rynek kibicowski. Wchodzi do miejsca-symbolu. Do przestrzeni, do której normalnie klub piłkarski z północno-wschodniej Anglii nie miałby naturalnego dostępu.

2️⃣ Wersja retail koszulki będzie sprzedawana bez logotypu sponsora na froncie.
W świecie, w którym wiele klubów próbuje monetyzować każdy centymetr powierzchni reklamowej, Sunderland zostawia centrum koszulki dla historii: klub + Elvis + emocja.

To bardzo odważne. I bardzo mądre.

Bo czasami większą wartość komercyjną buduje się nie przez dodanie kolejnego logo, ale przez zostawienie przestrzeni dla tego, co naprawdę porusza ludzi.

Dla klubów, lig, federacji i organizacji sportowych jest tu ważna lekcja:
Najcenniejsze aktywa komercyjne nie zawsze znajdują się w CRM-ie, cenniku sponsorskim czy na bandach LED. Czasami są w pieśniach, rytuałach, wspomnieniach, symbolach i zdaniach, które kibice powtarzają od dekad.

Nie chodzi o to, żeby teraz każdy klub szukał „swojego Elvisa”. Chodzi o to, żeby lepiej rozumieć własne dziedzictwo. Własne rytuały. Własne miejsca. Własne emocje. Własne historie, które można przekuć w partnerstwa, produkty, doświadczenia, content i nowe źródła przychodów.

Sport jest biznesem. Ale najlepszy biznes w sporcie zaczyna się tam, gdzie kończy się Excel, a zaczyna prawdziwa emocja.

Sunderland właśnie pięknie to pokazał.

I choć jestem w tej sprawie absolutnie nieobiektywny, bo Elvis od dawna ma u mnie specjalne miejsce, to właśnie dlatego ten projekt tak mocno do mnie trafia.

Can’t help falling in love?

W przypadku tej współpracy - naprawdę trudno się nie zakochać.

Zapraszam do komentowania posta na LinkedIn -> POST.