𝖯𝗎𝖻𝗅𝗂𝖼𝗓𝗇𝖾 𝖿𝗂𝗇𝖺𝗇𝗌𝗈𝗐𝖺𝗇𝗂𝖾 𝗈𝖻𝗂𝖾𝗄𝗍𝗈́𝗐 𝖻𝖾𝗓 𝗆𝗈𝖽𝖾𝗅𝗎 𝗈𝗉𝖾𝗋𝖺𝖼𝗒𝗃𝗇𝖾𝗀𝗈 𝗇𝗂𝖾 𝗃𝖾𝗌𝗍 𝗂𝗇𝗐𝖾𝗌𝗍𝗒𝖼𝗃𝖺̨
𝖳𝗈 𝖽𝗈𝗉ł𝖺𝗍𝖺 𝖽𝗈 𝗇𝗂𝖾𝗐𝗒𝗄𝗈𝗋𝗓𝗒𝗌𝗍𝖺𝗇𝖾𝗀𝗈 𝗉𝗈𝗍𝖾𝗇𝖼𝗃𝖺ł𝗎


Publiczne finansowanie obiektów bez modelu operacyjnego nie jest inwestycją. To dopłata do niewykorzystanego potencjału.
I odwrotnie: ślepe cięcie wydatków na sport, kulturę i wydarzenia też nie rozwiązuje problemu. Może tylko zabić wartość, której wcześniej nikt nie potrafił dobrze policzyć.
Raport Legends Global „The Goosebumps Effect” (link wrzucam w komentarzu) jest ciekawy, bo pokazuje coś, o czym w Polsce często mówimy intuicyjnie: stadion, hala czy inny obiekt eventowy mogą być czymś więcej niż miejscem imprezy. Mogą budować wspólnotę, nadzieję i lokalną energię. W szwedzkim badaniu 89% respondentów uważa, że live experiences wzmacniają wspólnotę w niespokojnych czasach, a 74% czuje się bardziej pełnych nadziei po wspólnym wydarzeniu live.
Ale jest tu haczyk.
𝗚𝗼𝗼𝘀𝗲𝗯𝘂𝗺𝗽𝘀 𝗻𝗶𝗲 𝗽𝗼𝘄𝘀𝘁𝗮𝗷𝗮̨ 𝗼𝗱 𝘀𝗮𝗺𝗲𝗴𝗼 𝗯𝗲𝘁𝗼𝗻𝘂.
W polskiej rzeczywistości zbyt często kończymy na etapie: „mamy obiekt”. A dopiero później zaczyna się pytanie, co on ma realnie robić przez cały rok. Zarabiać? Budować frekwencję? Wspierać klub? Ożywiać dzielnicę? Przyciągać sponsorów? Dawać mieszkańcom powód, żeby wyjść z domu?
Jeśli odpowiedź brzmi „wszystko po trochu”, to bez modelu operacyjnego zwykle nie wydarzy się nic ponad minimum.
Dlatego nie wystarczy strategia eventowa. Potrzebny jest 𝗺𝗼𝗱𝗲𝗹 𝗽𝗿𝗮𝗰𝘆 𝗼𝗯𝗶𝗲𝗸𝘁𝘂: - kalendarz
- partnerstwa
- dane
- komercjalizacja
- doświadczenie uczestnika
- jasny podział ról między klubem, operatorem i miastem.
Tym właśnie obszarem szczególnie zajmuję się w mojej pracy na codzień: jak zmienić obiekt sportowy z pozycji kosztowej w aktywo, które pracuje dla klubu, miasta i partnerów.
Bo stadion może budować wspólnotę.
Ale najpierw ktoś musi zaprojektować sposób, w jaki ta wspólnota ma się tam regularnie pojawiać.
Czy w Polsce większym problemem jest koszt utrzymania obiektów, czy koszt ich niewykorzystania?




