Porównywanie Ekstraklasy z Premier League zwykle nie ma większego sensu

I to jest piękne, bo pokazuje, że bardzo ciekawe czasy przed polskim sportem!

7/9/20262 min read

Czytając raporty o finansach największych lig, łatwo zatrzymać się na liczbach, które z polskiej perspektywy wyglądają abstrakcyjnie. Miliardy euro przychodów, globalne prawa mediowe, przebudowy stadionów, wielkie projekty komercyjne, inwestorzy z USA i Bliskiego Wschodu.

Wczoraj ukazał się nowy raport Deloitte „Annual Review of Football Finance 2026”, z którego wynikają dla mnie 3 ciekawe wnioski:
1. Tempo wzrostu przychodów w europejskiej piłce zwalnia.
2. Wzrost przychodów w wielu miejscach wynikał z większej ilości meczów, podnoszenia cen biletów, a także zwiększania pojemności stadionów (ale to się kiedyś skończy).
3. Należy poważnie podejść do pozameczowej komercjalizacji klubów, jako stałego generatora przychodów i rozszerzania działalności biznesowej.

Co z tego wynika dla nas? Polska może w najbliższych latach stać się bardzo ciekawym rynkiem sportowym dla funduszy inwestycyjnych. Bo tam, gdzie Big Five uderza o sufit, u nas jest spora przestrzeń do wzrostu.

Widać coraz wyraźniej, że największe organizacje sportowe próbują mieć większą kontrolę nad tym, co buduje ich wartość. Szukają przychodów bliżej kibica, danych, hospitality, partnerstw komercyjnych, doświadczenia wokół meczu, ale również retailu, innych eventów oraz obiektu jako generatora całorocznych zarobków. Nie dlatego, że ktoś odkrył nagle nową modę w zarządzaniu sportem, czy obiektem. Raczej dlatego, że sam wynik sportowy, prawa mediowe i klasyczny sponsoring nie dają już pełnej odpowiedzi na pytanie, jak budować długotrwałą wartość klubu.

I tu właśnie widzę ciekawą lekcję dla nas. Nie w udawaniu, że za chwilę będziemy działać w tej samej skali. Tylko w sprawdzeniu, które elementy tej logiki można przełożyć na nasz poziom i je po prostu wdrażać w stylu startupowym/agile.

To jest uniwersalne, bo przecież w każdym sporcie można pracować nad:
- ulepszaniem oferty B2B,
- świadomą praca z bazą i monetyzacją kibiców,
- współpracą ze sponsorem skupioną na realnej aktywacji,
- niestandardowym wykorzystaniem obiektu poza dniem meczowym,
- a czasem po prostu innym spojrzeniu na to, co klub już ma, ale czego jeszcze nie traktuje jako aktywo.

W Polsce jest coraz więcej klubów i obiektów, które zaczynają iść w tym kierunku. I to jest moim zdaniem dużo ciekawsze niż porównywanie się finansowe i myślenie, że „u nas się nie da”.

Da się. Tylko zwykle nie przez wielkie skoki, ale przez konsekwentne budowanie przychodów wokół aktywów, które już istnieją: społeczności, infrastruktury, emocji, lokalnego rynku, relacji z partnerami i wiedzy o kibicu.
Dlatego raporty o największych ligach traktuję nie jako materiał do porównywania Polski z Zachodem, ale jako podpowiedź, gdzie w sporcie coraz częściej powstaje wartość.

A potem zaczyna się najważniejsze pytanie: jak przełożyć to na własną skalę, własny klub, własny obiekt i własny rynek?

Zapraszam do komentowania posta na LinkedIn -> POST.