𝖢𝗓𝗒 𝗄𝗍𝗈𝗄𝗈𝗅𝗐𝗂𝖾𝗄 𝗉𝗈𝗅𝗂𝖼𝗓𝗒ł 𝖱𝖮𝖨 𝖽𝗋𝗎𝗀𝗂𝖾𝗀𝗈 𝖼𝗒𝗄𝗅𝗎 𝗓̇𝗒𝖼𝗂𝖺 𝗉𝗈𝗅𝗌𝗄𝗂𝖼𝗁 𝗌𝗍𝖺𝖽𝗂𝗈𝗇𝗈́𝗐?

Mam wrażenie, że nie odrabiamy pracy domowej.

5/7/20261 min read

Mam wrażenie, że polski rynek sportowy właśnie wchodzi w moment, którego… jeszcze nie zauważył.

𝗔 𝘁𝗲𝗺𝗽𝗲𝗿𝗮𝘁𝘂𝗿𝗮 𝘄𝗼𝗱𝘆 𝗿𝗼𝘀́𝗻𝗶𝗲 𝗽𝗼𝘄𝗼𝗹𝗶.

Z jednej strony:
• polskie kluby stają się coraz bardziej profesjonalne,
• frekwencje na stadionach rosną,
• rynek koncertowy i eventowy jest dużo dojrzalszy niż przed EURO 2012,
• ludzie coraz więcej wydają na experiences, emocje i czas wolny.

Wystarczy spojrzeć, jak zmienił się polski konsument przez ostatnie 15 lat.

Ale równolegle dzieje się coś znacznie mniej widowiskowego, co dotyka nas każdego dnia.

Rosną:
• koszty życia,
• koszty energii, ciepła,
• koszty materiałów budowlanych i wykonawców,
• koszty utrzymania infrastruktury.

A do tego wiele publicznych obiektów funkcjonuje w rygorze zamówień publicznych, który często oznacza: 𝘄𝗼𝗹𝗻𝗶𝗲𝗷, 𝘁𝗿𝘂𝗱𝗻𝗶𝗲𝗷 𝗶 𝗱𝗿𝗼𝘇̇𝗲𝗷.

I właśnie w tym momencie większość stadionów budowanych lub modernizowanych wokół EURO 2012 zaczyna wchodzić w drugi, bardzo kosztowny cykl życia - 𝗴𝗿𝘂𝗻𝘁𝗼𝘄𝗻𝗲 𝘀𝗲𝗿𝘄𝗶𝘀𝘆 𝗹𝘂𝗯 𝗺𝗼𝗱𝗲𝗿𝗻𝗶𝘇𝗮𝗰𝗷𝗲, 𝗸𝘁𝗼́𝗿𝗲 𝗯𝗲̨𝗱𝗮̨ 𝗸𝗼𝘀𝘇𝘁𝗼𝘄𝗮𝗰́ 𝘀𝗲𝘁𝗸𝗶 𝗺𝗶𝗹𝗶𝗼𝗻𝗼́𝘄 𝘇ł𝗼𝘁𝘆𝗰𝗵.

Mówimy, m.in. o:
• HVAC,
• energetyce,
• cyberbezpieczeństwie,
• hospitality i experience,
• connectivity i digitalizacji,
• systemach bezpieczeństwa.

I mam poczucie, że jako rynek 𝗽𝗼𝗽𝗲ł𝗻𝗶𝗮𝗺𝘆 𝗱𝘇𝗶𝘀́ 𝗯𝗮𝗿𝗱𝘇𝗼 𝗽𝗼𝗱𝗼𝗯𝗻𝘆 𝗯ł𝗮̨𝗱 𝗷𝗮𝗸 𝗸𝗶𝗹𝗸𝗮𝗻𝗮𝘀́𝗰𝗶𝗲 𝗹𝗮𝘁 𝘁𝗲𝗺𝘂 - budując pod konkretny termin, wydarzenie czy prestiż miasta.

Zamiast patrzeć szerzej i skupić się na:
• całorocznej monetyzacji,
• ownershipie danych kibica,
• modelu biznesowym operatora,
• experience economy,
• długoterminowe ROI aktywa.

Dziś znowu myślimy bardziej o „łataniu” niż o strategicznym celu obiektu za kolejne 10-20 lat. Gdy nie mieliśmy w Polsce „wielkich aren” mówiliśmy, że musimy się nauczyć nimi zarządzać. Dziś nie wypada powtarzać tego argumentu, ponieważ kilkanaście lat powinno nas tego nauczyć.

𝗡𝗮 𝘁𝗼 𝘄𝘀𝘇𝘆𝘀𝘁𝗸𝗼 𝗻𝗮𝗸ł𝗮𝗱𝗮 𝘀𝗶𝗲̨:
𝗿𝗲𝗹𝗮𝗰𝗷𝗮 𝗺𝗶𝗲̨𝗱𝘇𝘆 𝗸𝗹𝘂𝗯𝗮𝗺𝗶 𝗮 𝘀𝗮𝗺𝗼𝗿𝘇𝗮̨𝗱𝗮𝗺𝗶.

W wielu miejscach:
• klub nie kontroluje obiektu,
• operator ma inne KPI niż klub,
• miasto ma inne cele niż operator,
• a wszyscy funkcjonują w jednym ekosystemie zależności.

Żeby kolejne setki milionów nie poszły w błoto - klub i miasto muszą zacząć mówić jednym językiem.

𝗧𝗼 𝗻𝗶𝗲 𝗷𝗲𝘀𝘁 𝘄𝘆ł𝗮̨𝗰𝘇𝗻𝗶𝗲 𝗽𝗼𝗹𝘀𝗸𝗶 𝗽𝗿𝗼𝗯𝗹𝗲𝗺. Wiele rozwijających się rynków sportowych przechodzi dziś dokładnie przez to samo.

Pytanie brzmi jednak:
czy naprawdę stać nas na wydawanie setek milionów złotych jeszcze raz bez bardzo głębokiego przemyślenia, po co te obiekty mają istnieć biznesowo przez kolejne dekady?

Moim zdaniem - już nie.

Zapraszam do komentowania posta na LinkedIn -> POST.