𝖲𝗉𝗈𝗋𝗍 𝗃𝖺𝗄𝗈 𝖺𝗄𝗍𝗒𝗐𝗈 𝗍𝗈 𝗇𝗂𝖾 𝖿𝗋𝖺𝗓𝖾𝗌 𝗓 𝗉𝖺𝗋𝗒𝗌𝗄𝗂𝖾𝗃 𝗄𝗈𝗇𝖿𝖾𝗋𝖾𝗇𝖼𝗃𝗂
To test, któreg polska piłka jeszcze nie zdała 🫤


𝗦𝗽𝗼𝗿𝘁 𝗷𝗮𝗸𝗼 𝗮𝗸𝘁𝘆𝘄𝗼 𝘁𝗼 𝗻𝗶𝗲 𝗳𝗿𝗮𝘇𝗲𝘀 𝘇 𝗽𝗮𝗿𝘆𝘀𝗸𝗶𝗲𝗷 𝗸𝗼𝗻𝗳𝗲𝗿𝗲𝗻𝗰𝗷𝗶. 𝗧𝗼 𝘁𝗲𝘀𝘁, 𝗸𝘁𝗼́𝗿𝗲𝗴𝗼 𝗽𝗼𝗹𝘀𝗸𝗮 𝗽𝗶ł𝗸𝗮 𝗷𝗲𝘀𝘇𝗰𝘇𝗲 𝗻𝗶𝗲 𝘇𝗱𝗮ł𝗮 🫤
I nie chodzi o to, że w polskiej piłce nie ma kapitału.
Kapitał jest!
Coraz częściej ma twarz bogatego właściciela, przedsiębiorcy, inwestora prywatnego, sportowca albo człowieka, który decyduje się wejść w klub mimo ogromnego ryzyka.
Patrząc na ostatnie miesiące - Widzew, Pogoń, Cracovia, Motor, Lechia - każdy przypadek jest inny. Inna historia, inne otoczenie właścicielskie, inne problemy.
Ale jest jeden wspólny mianownik - 𝗴𝗱𝘆 𝘄𝘆𝗻𝗶𝗸 𝘀𝗽𝗼𝗿𝘁𝗼𝘄𝘆 𝘀𝗶𝗲̨ 𝘀𝘆𝗽𝗶𝗲, gdy pojawia się groźba spadku - cała rozmowa bardzo szybko sprowadza się do właściciela.
Czy dołoży?
Czy sprzeda?
Czy pojawi się kolejny bogacz, który „wejdzie do klubu”?
I tu widać jedną z największych słabości naszego rynku. W Polsce wciąż zbyt często mylimy wejście bogatego właściciela z wejściem kapitału inwestycyjnego.
To nie jest to samo.
Bogaty właściciel może mieć pasję, ambicję, lokalne przywiązanie i ogromną determinację. Bez takich ludzi wiele klubów miałoby dziś dużo większe problemy.
Ale kapitał instytucjonalny patrzy inaczej. Nie pyta tylko: „kto za tym stoi?”
Pyta:
- czy to aktywo da się zrozumieć i wycenić?
- czy ma powtarzalne przychody i dane?
- czy ma model niezależny od jednego sezonu?
- czy kiedyś będzie możliwy exit?
Sama obecność milionera lub miliardera przy klubie nie oznacza jeszcze, że rynek jest dojrzały inwestycyjnie.
Oznacza, że 𝗺𝗮𝗺𝘆 𝗹𝘂𝗱𝘇𝗶 𝗴𝗼𝘁𝗼𝘄𝘆𝗰𝗵 𝘄𝗲𝗷𝘀́𝗰́ 𝘄 𝗯𝗮𝗿𝗱𝘇𝗼 𝘁𝗿𝘂𝗱𝗻𝘆, 𝗲𝗺𝗼𝗰𝗷𝗼𝗻𝗮𝗹𝗻𝘆 𝗶 𝗰𝘇𝗲̨𝘀𝘁𝗼 𝗻𝗶𝗲𝗱𝗼𝘀𝘇𝗮𝗰𝗼𝘄𝗮𝗻𝘆 𝗯𝗶𝘇𝗻𝗲𝘀. To dużo!
Ale to jeszcze nie jest rynek kapitałowy wokół sportu.
Wczoraj 𝗧𝗼𝗺𝗮𝘀𝘇 𝗞𝗼𝘄𝗮𝗹𝗰𝘇𝘆𝗸 z 𝗣𝗭𝗣𝗡 𝗜𝗻𝗻𝗼𝘃𝗮𝘁𝗶𝗼𝗻 𝗛𝘂𝗯 napisał z Paryża, w trakcie SPORT[GEN] Summit, że fraza „𝘀𝗽𝗼𝗿𝘁 𝗮𝘀 𝗮𝗻 𝗮𝘀𝘀𝗲𝘁” pojawia się tam w każdej możliwej odmianie - a inwestorzy nie są już publicznością poboczną. Są jedną z kluczowych grup przy stole.
I dodał coś, co powinno nas zaboleć: 𝗣𝗼𝗹𝘀𝗸𝗮 𝘄𝗰𝗶𝗮̨𝘇̇ 𝗷𝗲𝘀𝘁 𝘄 𝘁𝗲𝗷 𝗿𝗼𝘇𝗺𝗼𝘄𝗶𝗲 𝘇𝗯𝘆𝘁 𝗺𝗮ł𝗼 𝘄𝗶𝗱𝗼𝗰𝘇𝗻𝗮.
Żeby wejść do tej rozmowy, nie wystarczy kolejne głośne nazwisko przy klubie.
Potrzeba czegoś trudniejszego:
- sportowych aktywów przygotowanych na due diligence,
- przychodów przewidywalnych niezależnie od wyniku,
- danych o kibicach, które można monetyzować,
- struktur właścicielskich i zarządczych, które kapitał rozumie i akceptuje.
𝗦𝗽𝗼𝗿𝘁 𝗷𝗮𝗸𝗼 𝗮𝗸𝘁𝘆𝘄𝗼 𝘁𝗼 𝗻𝗶𝗲 𝗺𝗼𝗱𝗻𝗲 𝗵𝗮𝘀ł𝗼. To konkretny program pracy dla każdego, kto zarządza lub inwestuje w polski sport.
I im szybciej zaczniemy go realizować, tym szybciej przestaniemy być rynkiem, który świat tylko obserwuje! Zamiast tego staniemy się rynkiem, w który świat wchodzi z zupełnie innymi pieniędzmi, niż obecnie.
Czego nam brakuje, żeby nastąpiły zmiany na tym rynku? Jak myślicie?
